|

Pierwsze rolowanie w 2012 roku Miks Kill Kril i 3XL
Nadeszła zima, mając trochę więcej wolnego czasu postanowiliśmy z Pawłem Stępniem „ukręcić" trochę kulek na rozpoczęcie sezonu. Podjąłem decyzję, że w tym roku produkty Karela Nikla będą moimi podstawowymi. Po konsultacjach z Wojtkiem Lendą i Asią Kamińską ( zbieżność z moim nazwiskiem przypadkowa ani siostra ani żona ) ze sklepu Carp-World wybrałem wypróbowany i wychwalany w czechach 3XL i nowość Karela miks Kill Krill. Miksy są tak bogate w składniki, że właściwie niczego do ich wzbogacanie nie trzeba dodawać, ale nie potrafiłem się oprzeć do 3XL i Kill Kril dołożyłem Amino-CSL-komplex.
Po przyjechaniu do Pawła i zagospodarowaniu w jego rolowni przystąpiliśmy do pracy. Postanowiłem że największe kulki używane przeze mnie w tym sezonie będą o średnicy 18mm. Chcieliśmy zrolować 3 kg miksu Kill Krill i 5 kg 3XL. Biorąc pod uwagę że będą to nasze pierwsze doświadczenia z nimi liczyliśmy na różne niespodzianki, które wydłużą nam pracę. Dlaczego ? Z doświadczenia wiem, że każdy miks ma swoje małe tajemnice. Jeden trzeba robić rzadszy, drugi bardziej suchy, jeden „pije" sporo wody, a kolejny powinien odczekać jakiś czas w przeciwnym razie kulki wykonane z niego będą pływały. Do płynnych dodatków ( Jajka bez skorupek, Amino kompleks, olej, konserwant )zaczęliśmy powoli dodawać dokładnie odważony miks Kill Krill.

Już na pierwszy rzut oka zauważyliśmy, że mieszanka Kill Krill jest bardzo puszystym miksem a objętościowo jest go więcej w porównaniu np. do 3XL.
Po dokładnym wymieszaniu i sprawdzeniu konsystencji wykładamy ciasto na blat i zaczynamy zagniatanie. Następnie kontrolujemy czy nie pęka i pakujemy w folię. Teraz czas na leżakowanie
Ponieważ nie wiedzieliśmy jak miks pije postanowiliśmy zrobić trzy różne konsystencje. Każda po 1 kg suchego miksu tylko z inną ilością jaj, od twardszego po luźniejszy, a dopiero po leżakowaniu zobaczyć który najlepiej się roluje.

Miks czekał na swój czas na półce w folii, a my z Pawłem podłączyliśmy resztę sprzętu; pistolet pneumatyczny, przygotowaliśmy roller i rozpoczęliśmy dyskusję czy parować czy gotować. Doszliśmy do wniosku, że wypróbujemy obie metody a później obejrzymy kulki i zadecydujemy która z nich jest lepsza. Po pół godzinie pierwszą porcję miksu zaczęliśmy rolować. Tak jak się domyślaliśmy pierwsze ciasto trochę za suche, drugie za rzadkie a trzecie idealne. Na to najlepsze rozwiązanie składało się 1,2 kg suchego miksu, 9 jajek ( wielkości L ), 30 ml oleju, 80 ml konserwantu, 20 ml słodzika i 20 ml Amino CSL również z serii Kill Krill. Po poprawkach ruszyliśmy dziarsko do pracy.

Wałki wychodziły dobrze z pistoletu a więc rolowanie nie nastręczało problemu. Pewnie było wynikiem mojego master rollera Pawła, który przy każdej porcji ciasta odmawiał zaklęcia typu „Będzie łowny, będzie łowny i nie będzie pływał ..." 

Kulki o dziwo wychodziły okrągłe, . Były mniej zbite niż późniejszy 3XL, jednak było to wynikiem zastosowania w nim mączki krylowej, można powiedzieć, że zapowiadają się na dobrze pracujące.


Natomiast zaobserwowaliśmy dużą różnicę między gotowaniem a parowaniem kulek. Jak sądzę mają na to wpływ użyte półprodukty miksu.

Na zdjęciu powyżej te jaśniejsze z lewej strony są gotowane a te ciemniejsze z prawej są uparowane. Pierwsze wyglądały jakby lekko wypłukane i lepiły się do rąk, a te drugie były sztywniejsze i bardziej zbite. Pomimo, że parowanie trwa dłużej a w naszym przypadku dużo dłużej bo robiliśmy wszystko w nie ogrzewanym garażu Pawła, postanowiliśmy je parować i ten sposób polecam. Parowanie ma zaletę nad gotowaniem, że nie wypłukuje cennych składników miksu. Dla porównania na zdjęciu poniżej kulki Kill Krill: surowe, parowane i gotowane, pewnie sami się domyślcie które są które. Zwróćcie uwagę na zmianę wielkości uparowanych i gotowanych kulek w stosunku do surowych ale po podsuszeniu się zmniejszą a wysuszone na kamień będą mniejsze niż rolowana średnica.




Jeszcze raz podkreślę, że rolowały się dobrze i bezproblemowo.
W całej naszej pracy dzielnie pomagał 8 letni syn Pawła – Olek, którego tatuś próbował wygnać z zimnego garażu, ale mu się nie udawało, i wracał po paru minutach jak Lessie którą z dzieciństwa pamiętam z tym samym tekstem „ Tata daj trochę miksu ". Olek pokazał, że na małym rollerze, gdzie wałki trzeba ręcznie uformować da się również bez problemu zrobić kulki. W dalszej części artykułu sami zobaczycie. Mogę śmiało postawić tezę, że nawet ośmiolatek da sobie radę z tym miksem 


Paweł ma fajny sposób na suszenie, jak dla mnie lepszy od sit. Są to skrzynki, w których suszę kulki, a później pakuję do szczelnych pudełek, używam konserwantu, więc się nie obawiam o pleśń. Ewentualnie, można mrozić, włożyć w sól lub ryż, bądź wysuszyć na kamień jednak wtedy wiele cennych składników ulatuje wraz z czasem. Dlatego nie jestem zwolennikiem ich suszenia na kamień.
Do suszenia w ryżu lub w soli nadaje się większość kulek, jednak aby mieć 100 % pewność proponuję przeprowadzić testy samodzielnie. Przechowywanie w ryżu lub soli powoduje, że kulka po wyjęciu jest miękka jakbyśmy niedawno ją wykonali. Co prawda daje nam to gwarancję że kulki nie spleśnieją, nawet jeżeli nie używamy konserwantu jednak należy pamiętać, że wysuszenie na kamień spowoduje bardzo wolną pracę kulki w wodzie, a wiele cennych składników ulotni się w trakcie suszenia. W sumie najlepszym rozwiązaniem wydaję się mrożenie, ale dla mnie ma spory minus - nigdy nie wiem jak ryby będą żerowały i w związku z tym ile kulek potrzebuję nad wodą. Jak braknie źle a jak zostanie też niedobrze bo jedyne co z nimi możemy zrobić to wysuszyć na kamień inaczej niestety spleśnieją. Dlatego stosuję rozwiązanie pośrednie z konserwantem, ale każdy ma wybór.

Ostatnie uwagi do miksu Kill Krill, ma przepiękny dla nas karpiarzy zapach, jednak wątpię aby był do zaakceptowania przez nasze ładniejsze połówki, stanowczo należy rolować go poza domem albo w lato na balkonie żeby nie mieć „cichych dni" w domu 
Po Kill Krilu nadszedł czas na 3XL , nie będę się powtarzał, czynności które opisałem w pierwszej części artykułu wykonaliśmy ponownie dla 3XL z małą różnicą, ostatnią partię 3XL zrobiliśmy z dodatkiem albuminy. Co do miksu 3XL to jest bardziej zbity od Kill Krila, kulki wychodzą twardsze, jeszcze lepiej się roluje. Parę składników dojrzeliśmy gołym okiem, a Paweł nawet zżarł jedną kulkę. Szkoda że nie była na zestawie miałbym już pierwszą zdobycz w tym roku.



Ostatnią partię 3XL – 1 kg miksu jak pisałem wcześniej wykonaliśmy z dodatkiem albuminy, żeby wyszły twardsze. Te również dobrze się rolowały, a ocenię je jak podeschną. Do kilogramu miksu dodałem 50g albuminy ( nie dodajemy wtedy jajek a jedynie wodę ), w tym konkretnym przypadku na kilogram miksu dodaliśmy jej 270 ml ( woda była dodawana stopniowo ), oleju 30 ml, Amino CSL ( 3XL) – 20 ml oraz konserwantu 80 ml. Albumina utwardza kulki, stosuję ją tam gdzie mam do czynienia z dużą ilością sporych leszczy oraz linów. Dzięki jej zastosowaniu kulki dłużej „opierają" się ich atakom. Ważne, aby nie przesadzić z ilością, gdyż może być problem z rolowaniem- ciasto będzie zbyt twarde.


Normalnie są śliczne, aż chce się parę schrupać 


Te pojedyncze większe, kulki widoczne na zdjęciach mają 20 mm. Jest to wyrób Olka, dzieciak robił ideały, a jego zapał trzeba jakoś wykorzystać. Poniżej na zdjęciu dosłownie jak na dłoni widać to super wykonanie. Jeżeli mi ktoś powie że nie umie zrolować 3XL to odeślę go do Olka żeby udzielił korepetycji. 




Koniec wieńczy dzieło, było miło i sympatycznie, chociaż trochę zimno w tę styczniową sobotę. Wszystkie proporcje nawet wielkość jajek sobie w notatniku zapisałem, więc jak by były jakieś pytania walcie śmiało może będę mógł pomóc.
Wielkie podziękowania dla Pawła Stępnia za pomoc, wiedzę i za miło spędzony czas w jego towarzystwie ( i to bezalkoholowo ) jak i dla Carp Word za udostępnienie miksu Kill Krill przed jego oficjalną premierą w Polsce.
Pozdrawiam
Maciej Kamiński

Łódź – Sochaczew Styczeń 2012
|